– To najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem – powiedział Karol, patrząc na opuszczone ruiny.
Tym razem usłyszeli głośny jęk na parterze i huk, zupełnie jakby coś ciężkiego upadło na podłogę. Zanim zaczęli wrzeszczeć, Karol wyjął komórkę z kieszeni, włączył nagrywanie i skierował aparat w stronę schodów prowadzących na parter. Serce biło mu jak oszalałe. W końcu dostanie to, o czym marzył od tak dawna. Zanim skupił się na aparacie, kątem oka zobaczył coś dziwnego. Iwona nie była już przestraszona. Uśmiechała się i z całą pewnością nie był to niewinny uśmiech.
Od trzech miesięcy Jacek bał się zaglądać na Facebooka. Miał graniczące z pewnością przeczucie, że jeśli to zrobi, zobaczy coś, czego nie powinien. Z początku nie chciał nawet odbierać wiadomości na Messengerze. Na szczęście z czasem oswoił się z powiadomieniami, wciąż jednak bał się zajrzeć na tablicę.
W końcu trafił do kuchni, gdzie przywitały go salwy śmiechu. Grupa ludzi tłoczyła się przy laptopie. Pełen złych przeczuć, przepchnął się przez tłum. Jego obawy potwierdziły się. Któryś dupek siedział mu na Facebooku i wpisywał coś na status.
– Nie no, kurwa – jęknął, roztrącając na boki ludzi. Niestety, nie zdążył i nieznajomy wcisnął „Enter”.
Internet nigdy nie zapomina – przeszło mu przez myśl, po czym odczytał: Boże jak mnie pęczy. Zna ktoś coś lepszego niż Stoperan?
Alicja zamknęła za sobą drzwi i ciężko westchnęła. Dopiero teraz, w bezpiecznej przystani, dotarło do niej, jak bardzo jest zmęczona. Pływanie to bardzo przyjemna czynność, ale nie da się ukryć, że skrajnie wykańczająca. Jeszcze jakby tego było mało, podnosiła apetyt tak, że po każdym treningu dziewczyna jadła niczym wygłodniały chłop. Nie przejmowała się za bardzo linią – geny i treningi obdarowały ją ciałem, którego nie powstydziłaby się modelka. Z dumą patrzyła na siebie w lustrze. Pamiętała, jak jej pierwszy chłopak powiedział, że chyba będzie musiał zamykać oczy, gdy będą to robić, bo nie wytrzyma nawet minuty. Roześmiała się wtedy, nie spodziewając się, że za żartem będzie się kryła gorzka prawda.
Dla Jacka działo się stanowczo za wiele… i za głośno. Posłusznie przeniósł się do kuchni. Nalał sobie pełną szklankę wody mineralnej (nigdy nie pił kranówki w Warszawie). Gardło aż zadrżało mu z rozkoszy. Miał wrażenie jakby strumień chłodnej wody skierowany został na podłużny odcinek Sahary, gdzie od ponad stu lat nie spadła ani kropla deszczu. Obezwładniające wręcz poczucie ulgi nie przysłoniło mu jednak na tyle rzeczywistości, by nie dojrzał laptopa leżącego na blacie. Zdarzenia wczorajszej nocy uderzyły go z mocą tarana bojowego. Zobaczył wszystko w ułamku sekundy. Wizja ciągnęła się aż do uderzenia w twarz przez nieznajomą, później roztopiła się w jaskrawe światło.
Jacek zastopował film i wszedł na profil nieznajomego. Zdziwił się, gdyż bardziej przypominał fanpage niż profil użytkownika. Nie znalazł żadnych danych dotyczących miejsca urodzenia, ukończonych szkół czy rodziny. Wyglądało też na to, że tajemniczy Ix nigdy nic nie wrzucił na tablicę, jak również jemu nikt nic nie zamieścił. Jeśli chodzi o liczbę znajomych, było ich ponad dwa tysiące – całkiem nieźle. Jacek kliknął na jedyne zdjęcie, profilówkę. W końcu mógł przyjrzeć się lepiej tajemniczemu symbolowi. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, był trójząb przechodzący przez środek symbolu i stanowiący jedynie jego część. Na trójzębie widniał okrąg, z wpisanym weń, pionowo stojącym rombem, którego górne boki przechodziły przez czubek i, krzyżując się, kończyły się hakami opierającymi się o wnętrze okręgu. Budziło to jakieś złowieszcze skojarzenia. Jacek nie wiedział czemu, ale hakowate zwieńczenia rombu kojarzyły mu się z owadzimi oczami.
Jacek słyszał historię o Warszawiaku. Było to coś w rodzaju miejskiej legendy. Mówiła ona o człowieku, czy może raczej wampirze lub innym rodzaju potwora, który zamieszkuje tereny Warszawy od wielu setek lat. Potrafi on dosłownie kraść moc życiową swoich ofiar. Fani tego typu opowieści wskazywali, że znane są przypadki znajdowania podstarzałych zwłok ludzi, którzy mieli co najwyżej trzydzieści lat. Ponoć pierwszy tego typu przypadek opisano już pod koniec osiemnastego wieku, gdy Polska znajdowała się jeszcze pod zaborami. Grzesiek wspominał coś poprzednim razem o teoriach związanych z tajemniczą postacią. Ludzie pisali całe artykuły pełne bredni, o tym że Warszawiak to tak naprawdę Piłsudski, który wcale nie zginął, lub inna historyczna postać. Ogólnie przyjęło się, że Warszawiak przyjmuje postać podstarzałego jegomościa, który znajduje cię gdzieś w ciemnej alejce i prosi o prostą przysługę, jak choćby wskazanie drogi. Ponoć jedynym sposobem na uniknięcie drastycznej śmierci jest bezpośrednie i chamskie zachowanie, które zniesmaczy upiora. Tak więc zwykłe „spieprzaj, dziadu” może uratować ci życie.
Kolokwium poszło fatalnie, tak przynajmniej wydawało się Jackowi. Nauczył się już jednak, że tego typu wrażenia mogą być złudne. Nie raz zdarzało mu się, że zdawał testy, co do których w ogóle nie miał nadziei. Tak samo oblewał te, których był w stu procentach pewny.
Wciąż nie była pewna swojej sytuacji, jeśli chodzi o Marcina. Ostatnimi czasy nie było między nimi najlepiej. Oddalali się od siebie. Ona miała swój świat, on swój. Czy to był powód do paniki?
Po krótkim namyśle usunął również Ixa ze znajomych. Może i było coś ciekawego w tym tajemniczym koncie, jednak Jacek nie miał ochoty się w to bawić.
Znowu błysk i znowu ta okropna pobudka, z przytłaczającą świadomością, że stało się coś złego i nieodwracalnego. Jacek otworzył oczy i, tak jak poprzednio, nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Jego oczom ukazał się pożółkły i popękany sufit. Tym razem było jeszcze gorzej, nie miał bowiem pojęcia, co działo się kilka godzin wcześniej, ani jak się tu znalazł.
Na samą myśl o tym, że znów ma się zagłębić w mroczny korytarz, zrobiło mu się nieswojo. Zacisnął jednak zęby, starając się nie zwracać uwagi na łomoczące w piersi serce.
Zatopiona w rozmyślaniach, aż podskoczyła, gdy usłyszała za sobą huk i dźwięk tłuczonego szkła. Odwróciła się i wiedziała już, że tuż za nią rozegrała się tragedia. Na skrzyżowaniu Jerozolimskiej z Marszałkowską autobus wjechał w ciężarówkę. Wyglądało to poważnie, na ulicy leżały kawałki szkła ze zbitej szyby, cały przód pojazdu wyglądał jak zmielona masa metalu. Dziewczyna nie mogła oderwać wzroku od tragicznej sceny, wokół której zaczęli zbierać się ludzie. Zauważyła, że spora część z nich po prostu wyjmowała komórki i zaczynała nagrywać. Jak można być tak popieprzonym? – pomyślała, nie mogąc uwierzyć, że nawet kierowcy wysiadali z samochodów i wyjmowali telefony. – Przecież tam ktoś może potrzebować pomocy.
Przez następne pół godziny Alicja słuchała z narastającym zdziwieniem o ofercie stażu. Rzeczywiście wszystko było idealne. Lajtowa praca o nieokreślonych godzinach, do tego jeszcze płatna jak za pełen etat. Nie rozumiała co prawda jeszcze wszystkiego, miała jednak pewność, że ogarnięcie całości to kwestia tygodnia lub dwóch. Wyszła z targów szczęśliwa jak mało kiedy. W torebce czekały już na nią: osobista wizytówka Maksa oraz folder firmy Connor & Heart wraz z dokładnych dojazdem do ich siedziby. Wiedziała już, że skorzysta z oferty. Wyczuwało się co prawda w tym wszystkim coś dziwnego, ale przecież kto nie ryzykuje ten nie żyje, prawda? Wiedziała też jeszcze jedno: czekała ją poważna rozmowa z Damianem vel Ixem. Dość wykrętów i mglistych odpowiedzi. Musiała wiedzieć komu i dlaczego zawdzięczała nowe stanowisko.
Przykro mi, że masz problemy z Marcinem. – Po przeczytaniu pierwszego zdania poczuła lekki dreszcz. Trochę to zaleciało stalkerstwem, ale przecież miała jak wół wpisane na swoim profilu, z kim jest w związku. Niewykluczone, że niedługo miało się to zmienić. – Jak chcesz o tym pogadać, to nie ma problemu. Umiem dobrze słuchać, pewna znajoma stwierdziła nawet, że aż za dobrze. Podkreślił to emotikoną mrugnięcia okiem.
Alicja poczuła, jak przechodzą ją dreszcze. Brama główna, oświetlona niewielką latarnią, wyglądała teraz wyjątkowo złowieszczo. Znajdowali się jeszcze za daleko, by dostrzec wnętrze którejś z klatek, i wyobraźnia podpowiadała jej najgorsze rzeczy. Z pewnością musiało istnieć jakieś wytłumaczenie, skoro jednak przewodniczka wyglądała na, delikatnie mówiąc, zaskoczoną, to na pewno mieli do czynienia z niecodzienną sytuacją.
– Wiecie co, rozdzielmy się. Mała szansa, że je znajdziemy, jak będziemy tak latać we trójkę.
Marek aż drgnął, Alicja doskonale wiedziała, co miał na końcu języka. Z pewnością chciał przypomnieć, że rozdzielenie się to pierwszy i podstawowy błąd w każdym horrorze, Agata nie wyglądała jednak na osobę, do której mógłby przemówić taki argument. Rozdzielili się więc i bardzo szybko stracili przewodniczkę z pola widzenia. Alicja przybliżyła się do Marka. Nie chciała sobie wyobrażać jakby się czuła, gdyby była tu sama.
Jacek nie mógł się powstrzymać. Był tradycjonalistą aż do bólu i nawet do laptopów musiał się długo przekonywać. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że zachowuje się jak stary człowiek, który ma sto kanałów w telewizji, a i tak ogląda wyłącznie „Czterech pancernych”, narzekając później, że nic nie ma. Cóż, nie bardzo potrafił cokolwiek z tym zrobić. Zresztą, w środowisku informatyków częściej postrzegano to jako wyraz charakteru niż dziwactwo.
Jacek kiwnął tylko głową i wyjrzał przez okno. Jasno oświetlony parking zdawał się dziwnie opustoszały. Normalka, o tej porze roku i plac zabaw wygląda jak przedsionek piekła. Jacek wzdrygnął się – przez chwilę wydawało mu się, że coś zaczęło się ruszać na granicy światła i cienia. Między parkingiem a główną ulicą ciągnął się niewielki pas zieleni, a tak przynajmniej wyglądał za dnia. Teraz bardziej kojarzył się z plamą mroku. Właśnie tam Jacek dostrzegł krępą sylwetkę. Zaczynam popadać w paranoję – stwierdził w myślach.
|
|




